...jeśli nie potrafisz kochać w obliczu śmierci, to nie warto ...
...jeśli nie potrafisz kochać w obliczu śmierci, to nie warto stawać do walki.
Milion słów ogrzewał piątkę zmarzniętych dzieciaków ledwie przez jedną noc.
Człowiek rodzi się, kocha i umiera nie na próbę.
Nie ma w świecie nic trudniejszego od prostoduszności i nie ma nic łatwiejszego niż pochlebstwo. Jeśli w prostoduszności choć jedna setna tonu zabrzmi fałszywie, to natychmiast następuje rozdźwięk, a za nim klapa. Natomiast pochlebstwo, nawet jeżeli wszystko, aż do ostatniej nuty, jest w nim fałszywe, to i tak bywa ono miłe i słucha się go nie bez przyjemności; wprawdzie wulgarna to przyjemność, ale przyjemność. I choćby pochlebstwo było najwulgarniejsze, przynajmniej połowa wydaje się zawsze prawdą. Dotyczy to zaś każdego poziomu rozwoju i każdej klasy społecznej. Nawet westalkę można uwieść za pomocą pochlebstwa. Cóż dopiero zwykłych ludzi!
Chorobę można sobie jakoś wyjaśnić. Choroba może się zdarzyć każdemu. Ale nałóg to co innego. Przyznanie się do nałogu to przyznanie się do słabości.
Nie ten głupi, kto głupi, tylko ten, co idzie za nim.
Nieznana pustka dręczy mnie,
tęsknota za czymś, co gdzieś jest.
Żyjemy tak, jakbyśmy nigdy nie mieli umrzeć.
A póki serce bije, nadzieja nie umiera.
Moim zdaniem być prawdziwą kanalią to nie tylko praca, ale wręcz powołanie.
To było cholernie piękne. Co za cudowna noc na śmierć.