Czasami ... miłość nie wystarcza. Czasami ... to po prostu ...
Czasami ... miłość nie wystarcza.
Czasami ... to po prostu jest za mało.
Wiem ile można cierpieć z powodu rzeczy, których inni by nie zrozumieli.
Szczęśliwe zakończenie to luksus na jaki może pozwolić sobie fikcja.
Świat stoi na oszustwie, a życie jest złudzeniem.
Trudno wypuścić z ręki coś czego człowiek się kurczowo trzymał. Nawet kiedy to coś jest najeżone cierniami. Może zwłaszcza wtedy.
Oboje płaczemy za nią, bo wtedy nie miała nikogo, kto by za nią płakał.
Prosta droga nie zawsze prowadzi do celu.
"Jak żyjesz, Kochana?
Jak żyjesz
wśród coraz zimniejszych ścian
ulatnia się z nich wilgotna
woń naszych ciał
Czy Ci nie chłodno?
Jak zasypiasz
nie na mojej
piersi
nieopleciona gałęziami
moich rąk, moich nóg
kto poprawi
opadającą rękę – nim zemdleje
Jak wracasz z niespokojnych snów
bez pocałunków, które jeszcze się śnią
a już budzą
każde włókienko Twego ciała
każdą żyłkę
Jak wędrujesz labiryntem głuchych ulic
nie trzymając się mojej ręki
Jak wchodzisz po zmęczonych schodach
Jak żyjesz kochana
beze mnie?
Dlaczego żyjesz?"
Muszę znosić codzienny wschód słońca. To potworne. To nieludzkie.
Z czasem przyzwyczajamy się do wszystkiego.
Jeśli spróbujesz i przegrasz, to nie musisz sobie robić wyrzutów. Ale jeśli nie spróbujesz i przegramy, ty będziesz winien. Ty zabijesz nas wszystkich.