Jakoś żyłem. Jakoś – z najwyższym trudem – oddychałem.
Jakoś żyłem. Jakoś – z najwyższym trudem – oddychałem.
Metafizyczny stan, który jest brzemieniem i darem służących - niewidzialność.
Nie możesz tak po prostu wymazać swojej przeszłości i zapomnieć o tym, co cię określało.
Czuję się mniej więcej tak, jak ktoś, kto bujał w obłokach i nagle spadł.
Kocham Cię bardziej niż wczoraj i mniej niż jutro
Tylko to, co stracone pozostaje wieczne.
Próbowaliśmy wszyscy dotknąć nieba, stojąc na dnie oceanu. Zrozumiałam, że jeżeli będziemy się nawzajem wspierać, to może wzniesiemy się nieco wyżej.
Szczyt. Czy to w ogóle mnie dotyczy? Kiedy cofałem się myślami w przeszłość, wydawało mi się, że to co przeżyłem, nie było nawet życiem. Miałem trochę wzlotów i upadków, trochę się wspinałem i schodziłem. Ale na tym koniec. Prawie niczego nie dokonałem. Niczego nie stworzyłem. Kochałem kogoś i ktoś mnie kochał, lecz nic tego nie zostało. Moje życie to dziwny plaski monotonny krajobraz.
Kocham szarość, mrok i ciemność nocy, lubię być sam, a za najodpowiedniejsze towarzystwo uznaję własne myśli.
Rozpamiętywanie żalów to jak jazda samochodem, który ma tylko wsteczny bieg.
Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!