
Mówię co widzę. To ułatwia życie.
Mówię co widzę. To ułatwia życie.
Żeby być mistrzem, musisz wierzyć w siebie, kiedy inni już przestali.
Tacy młodzi - powiedział w końcu - a z tak wieloma toczą bój.
Po cholerę dręczyć się spoglądaniem na zakazany owoc, zwłaszcza gdy owoc ten ochoczo spada w obce ramiona.
Płacz w towarzystwie przynosi większa ulgę niż płacz w samotności.
Lepiej urodzić się bez ręki niż iść przez życie, nie będąc odważnym.
Jeśli kogoś kochamy, chcemy poznać nie tylko duszę, ale i ciało ukochanego. Czy to takie ważne? Nie wiem, pewnie przemawia przez
nas instynkt. W tej kwestii trudno przewidzieć własne reakcje albo wyznaczać sobie granice.
Najwspanialsze jest odkrywanie, kiedy onieśmielenie ustępuje miejsca śmiałości, a ciche jęki zmieniają się w krzyki i przekleństwa. Tak, przekleństwa. Kiedy kocham się z mężem, chciałabym słyszeć „niecenzuralne” słowa.
Zamiast tego padają pytania: „nie za mocno?”, „nie za szybko?”, „nie za wolno?”. To bardzo krępujące, chociaż może w pierwszej fazie związku niezbędne i świadczy o wzajemnym szacunku. Aby stworzyć idealną, intymną więź, trzeba ze sobą dużo rozmawiać, bo nie ma nic gorszego od frustrującego milczenia i pruderii.
A póki serce bije, nadzieja nie umiera.
Poza tym jest na świecie taki rodzaj smutku,
którego nie można wyrazić łzami. Nie można
go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać
żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca
jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
Kiedy ludzie pokazują ci, kim są, wierz im... za pierwszym razem.
Zachowajmy spokój i cieszmy się intensywnym zapachem zła.